|
![]() |
Wydawało by się, że internet jest już standardem w każdym europejskim hotelu, a jednak nie... Trzy i pół tygodnia z bardzo ograniczonym dostępem do sieci jest naprawdę uciążliwe, ale też ma swoje uroki :). Wróciłam właśnie ze zgrupowania wysokogórskiego na Teneryfie. Tylko na chwilę, bo już jutro rano wylatuję z całą drużyną na wyścig do Izraela. To będzie mój pierwszy start w tym sezonie, jednak ważniejsze od ścigania będzie tam poznanie trasy, na której w lipcu odbędą się Mistrzostwa Europy. A kto wie... Może wyjazd skończy się dla mnie wycieczką, gdyż niestety w Monachium wraz z połową rowerów utknęła moja walizka. Ale póki co wierzę w solidność Lufthansy... :)
Ze zgrupowania na Teneryfie jestem bardziej niż zadowolona. Zwłaszcza z ostatniego treningu (6 godzin po górach, 150km, 3200m przewyższeń, 4000 spalonych kalorii i za sprawą silnego wiatru maksymalna prędkość 95km/h ;)) Ale o wrażeniach więcej mam nadzieję z Izraela, a na pewno tuż po powrocie.
Chyba nikt w Taborze nie spodziewał się tak miażdżącej dominacji Polskich młodzieżowców. Wyścig o Mistrzostwo Świata w przełajach rozegrał się w 100% pod dyktando biało-czerwonych. Złoto i srebro trafiło w ręce braci Szczepaniaków (Paweł przed Kacprem), a do ich wyników świetne piąte miejsce dorzucił Marek Konwa, który niemal przez cały wyścig jechał także w strefie medalowej. Chapeau bas Panowie!
Sezon przełajowy jak widać w punkcie kulminacyjnym, tymczasem większość mountainbike'owców spokojnie przygotowuje się do letniego ścigania.Podobnie ja. W czwartek, po ściągnięciu szwów, dołączyłam do mojej drużyny CCC Polkowice trenującej w Zakopanem. Przyznam otwarcie, że pod domem - w Jakuszycach - warunki do biegania na nartach mam nieporównywalnie lepsze, ale za to zakopiański COS oferuje wszystkie możliwe obiekty w jednym miejscu, dzięki czemu można wykonać w ciągu dnia więcej jednostek treningowych. No i przede wszystkim jest tu moja ekipa, z którą dużo łatwiej się zmobilizować przede wszystkim do gubienia zimowego "tłuszczyku" ;).
Ostatnio kilka osób szukało mnie na trasach biegowych w Jakuszycach, tymczasem niestety zmuszona byłam zrobić małą przerwę w treningach. Po moim australijskim wypadku, mimo świetnej roboty tamtejszych chirurgów, nie wszystkie rany zagoiły się tak jak należy i niezbędna była poprawka przy użyciu skalpela. A że po dwóch tygodniach ciężkich treningów obecny tydzień i tak miał być nieco luźniejszy, postanowiłam załatwić to co nieuniknione.
Z tego miejsca wielkie podziękowania dla szpitala EuroMediCare we Wrocławiu za świetną opiekę, Pani Doktor Hanny Gerber za sprawną operację oraz dla Pani Katarzyny Ciszewskiej za szybką organizację mojego zabiegu. |
|